Marek Dembiński na tarasie Baru Bistro "Centrum", a w tle ul. Kościuszki w Iławie (Fot. Mateusz Partyga.)
Mądrego zawsze warto posłuchać. A akurat Marek Dembiński, iławski restaurator od lat i lokalny patriota, na temat branży gastronomicznej wie bardzo dużo i to z autopsji. Ba! Doradza często młodszym kolegom po fachu. I jeździ kamperem, bo jak przyznaje – wody miał już trochę dość. Tak, Marek to idealny kandydat do rozmowy na temat turystyki i gastro w naszym mieście!
Spotykamy się w biurze Baru Bistro „Centrum” przy ul. Kościuszki, następnie idziemy na taras znajdujący się od strony głównej ulicy. To ostatni z gastro-biznesów założonych przez Marka Dembińskiego, który wcześniej prowadził m.in. restauracje „IMD”, „Smoczą Jamę”, pizzerię „La Maro”. A niegdyś dbał o wysoki kulinarny poziom w „Szopie” w Siemianach, że o kiełbasach smażonych na dawnej iławskiej giełdzie samochodowej nawet nie będziemy wspominać (albo jednak, będziemy – tu link do naszej publikacji na temat giełdy: Tu tętniło życie Iławy! Historia giełdy samochodowej na stadionie przy ul. Sienkiewicza [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]).
Zdaje się jednak, że wkrótce Iławianin odda stery młodszemu pokoleniu, już nawet widzi następców w swoim najbliższym gronie. A za rok – emerytura! Zanim jednak Marek przejdzie w stan zawodowego spoczynku, to koniecznie chcieliśmy go wypytać, co sądzi o obecnej kondycji iławskiej gastronomii, ale też turystyki.
WYWIAD Z MARKIEM DEMBIŃSKIM
Mateusz Partyga, Info Iława: Pogoda obecnie bardziej jest jak w październiku, niż w lipcu. Czy Ty również odczuwasz jej wpływ na ilość turystów, a co za tym idzie – klientów w barze bistro?
Marek Dembiński, iławski restaurator: - Na pewno obecna pogoda [rozmawiamy w środę 22 lipca – przy red.] nie jest jakaś rewelacyjna, ale to nie jest aż tak kluczowe, jakby mogło się pozornie wydawać. Miejmy nadzieję, że idzie ku lepszemu, że będzie cieplej, słoneczniej itd., ale właściwie od zawsze pogoda w naszym kraju jest tak niepewna, że już dawno się do tego przyzwyczailiśmy. Praktycznie co roku jest to samo, a my mamy świadomość wynikającą z doświadczenia, że sezon turystyczny w Iławie trwa od okolic 5 lipca, czyli zaraz po zakończeniu roku szkolnego, do końca wakacji. I koniec. Nie ma więc co zrzucać wszystkich niepowodzeń na niepogodę, tylko trzeba dbać o swój kawałek podłogi. Bo, cytując klasyka: „Taki mamy klimat…”. I już.
MP: Pracujesz na lokalnym rynku gastronomicznym, który jest też poniekąd częścią branży turystycznej, od wielu lat. Jak z perspektywy czasu i Twoich obserwacji oceniasz ilość turystów przyjeżdżających do Iławy i w ogóle, nad Jeziorak?
MD: - Na pewno jest więcej turystów, niż choćby na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Ale to jest taka krzywa-zmienna, bowiem wówczas Polacy nie mieli za bardzo pieniędzy na zagraniczne wycieczki, a obecnie zwiedzają cały czas i cały świat. I bardzo dobrze, sam dużo podróżuję. Niestety, problemem jest fakt, że Iława mimo swojego piękna i chęci bycia miastem turystycznym, de facto takim ośrodkiem nie jest. Brakuje u nas odpowiedniej infrastruktury, która jest niezbędna do przyciągnięcia większej liczby turystów. Na tym tle wyglądamy bardzo blado w porównaniu choćby z ośrodkami na Mazurach, gdzie jest całe niezbędne zaplecze.
Jeszcze nie tak dawno mnóstwo czasu spędzałem na wodzie, najpierw jako żeglarz, a potem jako motorowodniak, ale jeszcze więcej różnic między Iławą, a innymi turystycznymi miastami dostrzegłem, gdy złapałem bakcyla karawaningu. Woda już trochę mi się znudziła i przesiedliśmy się do kampera, w którym jest nam bardzo dobrze. Odwiedzając kolejne pola namiotowe itd. widzę różnicę między miastem naszym, a innymi.
Dobrym lokalnym przykładem jest tu Ekomarina w Siemianach, gdzie funkcjonuje pole kampingowe, z którego korzystają także miłośnicy karawaningu.
W kontekście branży gastronomicznej uważam, że kiedyś było łatwiej. Niech za przykład posłużą nam Siemiany i smażalnia w „Szopie”, którą prowadziłem. Wówczas kolejka po świeżą rybę zaczynała się o 10 rano, a kończyła po 22, często tylko dlatego, że zabrakło już nam jedzenia do wydawania. Tyle, że wtedy ludzie często spali pod namiotami, czy też w zakładowych domkach wczasowych i – po pierwsze – nie chcieli gotować lub nie mieli ku temu warunków, a po drugie – przyjeżdżali nad Jeziorak też po to, aby wydać pieniądze. To nakręcało lokalną gospodarkę i branżę gastro. Z kolei w dzisiejszych czasach już tego aż tak bardzo nie widać, a gości z hoteli posiadających kilka gwiazdek także za bardzo nie uświadczymy w naszych lokalnych restauracjach. To jest zupełnie inna turystyka, niż kiedyś.
MP: Poruszyłeś bardzo ważny temat w kontekście turystycznego wizerunku Iławy, czyli braku odpowiedniej infrastruktury. Czego zatem najbardziej brakuje naszemu miastu?
MD: - Z punktu widzenia turysty, bo za takiego mogę już uchodzić (śmiech), najbardziej brakuje nam pól namiotowych. Jakichkolwiek. Jest jeszcze naprawdę spora grupa ludzi, którzy chętnie spędzają wakacje w namiotach, ale też w kamperach czy przyczepach kempingowych. I tego, czyli miejsc dla kamperów i temu podobnych, również u nas brakuje. Zapewniam, że szybko znaleźliby się turyści, którzy bardzo chętnie przyjechaliby do naszego miasta kamperami itd., jednak gdzie mają zaparkować i się rozlokować?
Jeździmy z moja żoną Iwoną dużo po Polsce i nie tylko i wszędzie nakłaniam ludzi, żeby odwiedzali Iławę, zapewniam, że jest piękna, że mamy lasy, piękne jezioro itp. Bo tak przecież jest w rzeczywistości. Zadają mi jednak wówczas jedno krótkie pytanie, na które nie mogę odpowiedzieć twierdząco: „Czy macie w Iławie konkretne pole dla kamperów i namiotów?”.
Co ciekawe, bardzo fajne miejsce w okolicach Starych Jabłonek nad jeziorem Szeląg Wielki, czyli dość blisko nas, stworzył pochodzący z Iławy Daniel Kamiński. Byłem ostatnio w „Tarasach Kątno” i muszę przyznać, że pięknie to wygląda. I taka właśnie baza powinna być także w Iławie. Szkoda, bo turyści jadą w inne lokalizacje, a nie do nas.
MP: Wróćmy jeszcze na chwilę do Twojego zawodowego konika. Jak oceniasz obecną formę branży gastronomicznej w Iławie, choćby w kontekście turystyki właśnie?
MD: - Na całe szczęście, rozwija się. Jest coraz więcej punktów na kulinarnej mapie Iławy, jednak tu też trzeba pamiętać, że cena jedzenia musi być dostosowana do turysty. Jeśli już nie gotuje on w domku wczasowym lub nie je w hotelu, to zapewne zje na mieście. A jak mu zasmakuje, to wróci, jest jednak jeden szkopuł – dania nie mogą być zbyt drogie, a taką tendencję niestety ostatnio obserwuję. Pamiętajmy o tym, że np. czteroosobowa rodzina patrzy na cennik, bo taki obiad x4 może naprawdę sporo kosztować. Gdy jednak ceny będą przystępne, a jedzenie smaczne, to tacy klienci wrócą do nas. Może nie jutro, ale pojutrze już pewnie tak. Bo turysta też lubi i nawet powinien jeść w różnych punktach. Wówczas widzi pełen obraz gastro-mapy danego miasta czy ośrodka.
Co do Iławy, brakuje u nas jeszcze smażalni ryb w centrum miasta, nawet w formie food trucków. Paweł Masiczak prowadzi smażalnię „Pod Żaglami” w Porcie Iława i super, sam tam zaglądam, ale przydałyby się jeszcze takie punkty bliżej centrum Iławy. I mam tu na myśli ofertę stritce rybną. Widziałem niedawno w Helu, jak jeden gość rozstawił swoją polową kuchnię z butlami gazu i na dwóch patelniach smażył tylko i wyłącznie śledzie. Żadnych sałatek, frytek, surówek itd. Tylko śledzie. Kolejka do niego była naprawdę długa, a ryba schodził w mig.
Niemniej jednak, korzystając z okazji wszystkim moim koleżankom i kolegom po fachu z Iławy i nie tylko życzę powodzenia! Zarówno w sezonie, jak i poza nim.
MP: Na koniec rozmowy przenieśmy się w czasie i przestrzeni. W artykule o historii iławskiej giełdy samochodowej wspominałeś, jak zostałeś niegdyś szefem smażalni w słynnej „Szopie” w Siemianach. Jak możesz, to rozwiń teraz teraz wątek i opowiedz, jak to wówczas wszystko wyglądało?
MD: - Wyglądało to tak, że otrzymałem propozycję prowadzenia smażalni w „Szopie”, a następnie przez kilka dni jeździłem do Siemian PKS-em z reklamówką, w której miałem młotek i gwoździe (śmiech). Potem całą drewnianą konstrukcję smażalni pomalowałem przepalonym olejem i zaczęła się przygoda życia! To były bardzo fajne czasy, a im dalej w las, tym mieliśmy więcej klientów. Raz z właścicielem „Szopy” Michałem Kwiatkowskim odkryliśmy, że stodoła, czyli ta właśnie „Szopa” została prawdopodobnie zbudowana z cegieł, które powstały w cegielni w pobliskim Emilianowie. Swoją drogą to ciekawy temat: czy w Emilianowie rzeczywiście istniała cegielnia?
„Szopa” to było bardzo fajne miejsce, w którym pojawiało się wielu turystów i miejscowych. Nie brakowało też koncertów i różnych innych wydarzeń. Fajne czasy.
MP: Tęsknisz za nimi?
MD: - Momentami tak, ale ja jednak wolę żyć tym co teraz i co przede mną. Fajnie jest powspominać, ale to już było i minęło. Teraz bardziej myślę o tym, co będę robił na emeryturze (śmiech). A o nasz biznes się nie martwię, bo już widzę następców.
ciekawi iławianie
zico
kontakt@infoilawa.pl








14Komentarze
Portal infoilawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
Gospodarstwo i tak dla lokalnych hoteli wycina siatami wszystko co żyje w jezioraku. A ten chce więcej smażalni.. Nie bez powodu o jeziorku wśród wędkarzy się mówi że to martwa woda..
Mądry człowiek, świetny wywiad, gotowe pomysły do wykorzystania dla przedsiębiorców i władz miasta
jako człowiek nie polecam kiedyś starałem sie o prace niby wszystko ok miał dać znać i jak prywaciarze w oczka fajnie a w głowie co innego wstyd nie polecam człowieka i nie mam z co chwalić
nie ma co przepraszać ale z tego co Pan mówił byłem jedynym pewnym kandydatem pozdrawiam powodzenia
Strasznie mi przykro,ale widocznie znalazł się ktoś bardziej kompetentny lub bardziej poszukujący pracy dzięki której zależało być albo nie być, bo takie wnioski też rozpatruję. Jeżeli nie dotrzymałem obietnicy odezwania się to przepraszam i pozdrawiam
Miasto ma gigantyczny potencjał turystyczny i pecha do niedostrzegających tego włodarzy. Chcemy rozbujać w Iławie turystykę, to zacznijmy od podstaw. Turysta do Iławy może chcieć przyjechać, żeby korzystać z jeziora. Zastanówmy się, czego brakuje naszej plaży, i zmieńmy to. A brakuje wielu niewielkich rzeczy, które kształtują całość. Weźmy popularną Dziką. Wystarczy zadbać o budowę toalety, szatni, może nawet prysznica, przygotować infrastrukturę na 2 budki gastronomiczne, czyli dociągnąć wodę i prąd, zakupić 2 zjeżdżalnie dla dzieci do zamontowania w wodzie, w jednym miejscu wysypać świeży piach, żeby dzieciaki mogły bawić się w błocie. Dodatkowo trochę wzbogacić bardzo ubogi plac zabaw. Ile to będzie kosztować? Milion, dwa? A plaża od razu stałaby się znacznie bardziej atrakcyjna.
Mamy (właściwie - mieliśmy) również wspaniałą plażę koło Kormorana. Tylko że obok powstał śmietnik, a nad nią od ponad 12 lat trwa pozorowana, martwa "budowa" jakiegoś architektonicznego paskudztwa. W tej sposób od lat niszczone jest jedno z najładniejszych miejsc w naszym mieście. Gdzie są i co w sprawie tego skandalu robią-nadzór budowlany i władze miasta? Władze miasta można jednak z trudem wytłumaczyć, że nie mają na nic czasu- zajęte są przecież kretyńskimi pomysłami budowy mola oraz mostu na wyspę dla samochodów. Najlpiej od razu ciężarowych. Co szybko zniszczy i to urokliwe miejsce. I wezmą je w swe łapska deweloperzy i nabudują tam stado ceglanych klocków, takich samych jak przy ujściu Iławki. Odcinając od tego innego urokliwego miejsca Iławian. Wydaje się, że pierwszą potrzebą Iławy są nie tyle mola, mosty na wyspę czy nawet plaże, co wreszcie myślące, poważne i odpowiedzialne władze miejskie, liczące się z prawdziwymi potrzebami Iławian i ich licznymi głosami.
Dzień dobry , Pan Dembiński ma rację ten kto pierwszy otworzy pole karawaningowe otwarte całym rokiem z całym zapleczem sanitarnym jak i gastronomicznym ten wygra - oczywiście z głową -nie aby było .! bo zapotrzebowanie w Polsce jest a turystów w tym zakresie przybywa. Sam prowadzę nie wielki biznes z produktami związanymi z turystyką itp. i po swoich produktach widzę bardzo duże zainteresowanie nie tylko w Iławie ale i z okolic. Pozdrawiam wszystkich lokalnych przedsiębiorców z Iławy i okolic .
Fajny pomysł na biznes pole kamperowe! Widać że ma nosa do biznesu:)
Mamy pięknie miejsce na pole namiotowe I pod kampery w samym środku miasta oczko na gajerku postawić kontenerowe sanitarny kilka skrzynek z prądem podciągnąć wodę założyć dobry monitoring wyznaczyć miejsce na ognisko wyczyścić oczko wpuścić fajne ryby tak jak w Lubawie mają w tym ich parku mamy też wyspę na piękne pola namiotowe
nie da rady BO oczko zajęte przez psi wybieg z IBO na którym nawet kot z kulawą nogą nie nocuje
Panie Marku słuszna uwaga i pomysł, wykorzystajmy nasze piękne tereny zielone, jeziora. Pola namiotowe , czy miejsce na kampery to jest właśnie to. Czy np. jak we Wrocławiu mają swoje krasnale, czy u Nas w Iławie można by zrobić ścieżkę turystyczną z figurkami ryb, ptactwa, która oprowadziła by turystów po pięknych miejscach Iławy i okolic, połaczyć to ze ścieżkami rowerowymi. Nie musimy stawiać od razu stawiać tu apartamentów, czy nie wiadomo jakiego mola. Wykorzystajmy naturę, ech......
W Iławie brakuje infarstruktury, fajnie że dostrzegają to osoby które coś widziały w życiu. Pola namiotowe, kamperowe super pomysł! Na początek zacząłbym od infrastruktury sanitarnej na plażach miejskich. No nic w najbluższych wyborach życzę Iławie mądrych obytych życiowio co dużo widzieli w życiu kandydatów. Panie Marku może?
Znam gościa. Szacun wielki za działalność na rynku gastronomicznym. A zaczynał w lokalu,.. od ...grania w zespole gdzie bywałam na sylwestra. Lokal wyburzony i.. stoją apartamentowce☹️. To by fajne czasy.