Kpt. Józef Bartkowski za sterem promu, którym przez lata przeprawiał na wyspę Wielka Żuława ludzi, pojazdy, zwierzęta itd. (Fot. Mateusz Partyga)
Przez 23 lata kapitan Józef Bartkowski przeprawiał promem przez Jeziorak pojazdy, pasażerów, a i bywało, że zwierzęta. Zabierał wszystkich z przystani przy ul. Chodkiewicza w Iławie i ruszał w drogę powrotną, na Wielką Żuławę. Ba! Przez niemal 56 lat mieszkał na jednej z największych śródlądowych wysp w Polsce. Wyprowadził się jednak stąd 10 lat temu i jak się okazuje – wkrótce także przestanie pływać promem. Wychodzi na to, że wyprawa z nami była jedną z ostatnich w jego karierze.
"Eluś" przycumowana do brzegu Wielkiej Żuławy. W tle widać Iławę (Fot. Mateusz Partyga)
Umawiamy się na brzegu Jezioraka, właśnie w tym miejscu, skąd prom odpływa na wyspę. Pan Józef pojawia się w porę, a nawet trochę wcześniej. Jeszcze tylko pomaga swojemu imiennikowi, Romowi z Iławy (to także bardzo ciekawa postać i jej historia, być może uda się kiedyś ją opisać na internetowych łamach Info Iława) odhaczyć w wodzie blaszkę na drapieżniki i możemy ruszać na wyspę. Wiosłówką, nie promem. Bo prom, zwłaszcza pod koniec wakacji, wzięcie ma niestety coraz mniejsze.
Niska frekwencja, zwłaszcza w porównaniu z sytuacją sprzed dekad (o tym będzie w dalszej części tekstu) to także jeden z powodów, dla których kapitan Bartkowski już więcej nim pływać nie będzie. Kolejnym jest fakt, że właściwie ten prom zabrał mu dużą część życia.
- Pływam promem po Jezioraku od 23 lat. Przez ten czas nie miałem urlopu. Czas to zmienić
- mówi wiosłując w kierunku zachodnim.
A jak już wracaliśmy z powrotem z Wielkiej Żuławy „do Iławy” (wyspa w 100% leży w administracyjnych granicach miasta położonego nad Jeziorakiem, choć wrażenie można odnieść inne), to zagadał.
- Ale to nie oznacza, że przestaję pływać w ogóle. Co to, to nie! Bo ja właściwie jestem żeglarz, wychowałem się pod żaglami. Planuję obecnie wyprawę jachtem na Wyspy Wielkanocne. Wiesz gdzie to jest? To drugi kraniec świata. Tylko muszę jeszcze zebrać załogę na ten rejs
- rzuca, ot tak.
.jpeg)
Nie tylko promy, ale także statki i wielkie jachty. Jak kapitan, to kapitan! Tu zdjęcie z archiwum Józefa Bartkowskiego
Na sam koniec spotkania pan Józef, który jest kapitanem żeglugi śródlądowej i morskiej (pływał statkami pasażerskimi m.in. po rzece Elba, kiedyś przeprowadzał wielki jacht z Hamburga do Amsterdamu itd.) rzuca największą ciekawostkę na swój temat. To jednak przyszłość i oby udało się zrealizować ten plan, jednak przeszłość ma niemniej bogatą i ciekawą.
Wspaniałe życie na wyspie

Iława. Wyspa Wielka Żuława na Jezioraku widziana z wysokości lotu ptaka (fot. Marcin Kopera / MK Film Studio Iława)
Pan Józef już jest właściwie na emeryturze od kilku lat, jednak wciąż pracuje zawodowo. I nie mamy tu na myśli tylko i wyłącznie pływania promem i przeprawiania ludzi, pojazdów itd. na Wielką Żuławę. Znalazł jednak czas w dość gorącym (pod względem zajęć) okresie wakacji, aby się spotkać i pogadać o tym, co było. I co jest.
Po dopłynięciu na wyspę siadamy blisko brzegu. Nieopodal, jakieś 50 metrów na północ, znajduje się dom, w którym jego rodzina mieszkała przez wiele lat. Ale zanim o Bartkowskich, to trochę o wyspie.
Niektóre osoby spoza Iławy, przebywające np. na Dzikiej Plaży nad Jeziorakiem, patrząc na jego zachodni brzeg, po drugiej stronie akwenu, są przekonane, że to – właśnie – brzeg jako taki. Są w sporym szoku, gdy zostają uświadomieni, iż to wyspa, a Jeziorak kończy się w swej szerokości po jej drugiej stronie.
Wielka Żuława swoimi rozmiarami może robić wrażenie, zarówno z perspektywy wody, lotu helikopterem itd. Najbardziej jednak jej wielkość (teren z góry kształtem przypominający trochę … żółwia ma aż 82,4 hektara!) można odczuć będąc już na niej, spacerując polnymi ścieżkami, zaglądając do miejscowych ośrodków wczasowych itd.
Ale czas na przybliżenie zakamarków Wielkiej Żuławy, jej historii i klimatu jeszcze nadejdzie i to wkrótce – w naszym cyklu „Iława od zaplecza”.
"Ewka". Pewnie niejedna/niejeden Was ją zna, bo przez dekady pływała po Jezioraku. Obecnie "Ewka" odpoczywa na Wielkiej Żuławie (fot. Mateusz Partyga)
Niektórzy nie zdają sobie sprawy, że jeszcze nie tak dawno, do 2016 roku wyspa miała stałych mieszkańców (nie licząc oczywiście będących tu przeważnie na sezon właścicieli wspomnianych ośrodków itd.). Mowa o rodzinie Bartkowskich. Na Wielkiej Żuławie żyły trzy pokolenia tej familii.
- Na wyspę przeprowadziliśmy się 16 października 1964 roku, miałem wtedy 5 lat. Wcześniej mieszkaliśmy w Szałkowie, a więc także nad Jeziorakiem. Mój tata, Jan, pracował w iławskim Gospodarstwie Rybackim, a wówczas Wielka Żuława należała właśnie do GR-u. Była to zatem przeprowadzka związana z pracą zawodową, ale oczywiście na wyspie nie tylko rybołówstwem zajmował się mój tata. Wraz z naszą mamą Łucją prowadzili gospodarstwo rolne, a my z rodzeństwem w tym też pomagaliśmy: uprawialiśmy pole, hodowaliśmy zwierzęta, mieliśmy konie, krowy itd. I to wszystko działo się na wyspie. Mogliśmy korzystać z tych terenów, a potem tata podpisał umowę z urzędem miasta – naszym zadaniem było dbanie o łąki na wyspie, koszenie ich itp.
- tłumaczy pan Józef.
Dom na wyspie, w którym przez wiele lat mieszkała rodzina Bartkowskich (fot. Mateusz Partyga)
Wyobraźcie sobie – kilkaset metrów dalej, „na lądzie”, toczy się życie, często w szybkim tempie. Kolejki w sklepach, korki na ulicach, nerwy w przychodniach zdrowia itd. A tymczasem na wyspie położonej na środku Jezioraka mieszka w pełnym spokoju i poszanowaniu natury rodzina Bartkowskich. I tak było przez wiele, wiele lat, aż do 2016 roku, kiedy to decyzją ówczesnych władz miasta Bartkowscy musieli wynieść się z wyspy. O szczegółach i przyczynach wyprowadzki pan Józef nie chce za dużo mówić. Do wyboru dostali wówczas kilka mieszkań „w mieście”, stanęło na tym przy ul. 1 Maja.
- Moje rodzeństwo, siostra Regina i brat Wiesław, wyprowadzili się z wyspy w połowie lat 70-tych. Ja zostałem, rodzice także. Tu założyłem rodzinę, ożeniłem się z Grażyną, tu od samego urodzenia dorastały nasze córki: Emilka i Anitka.
Mieliśmy do dyspozycji prawie całą wyspę. Nasze gospodarstwo to był wówczas areał 64 hektarów! Wszystko do naszej dyspozycji. To było cudowne dzieciństwo, cudowna młodość. Cudowne życie. Przeżyliśmy tu z żoną 30 lat małżeństwa. Co prawda, moje córki też się wyprowadziły z Wielkiej Żuławy i w ogóle – z Iławy, ale czasami tu jeszcze wracają
- mówi ostatni stały mieszkaniec Wielkiej Żuławy.
Życie na wyspie oczywiście do najłatwiejszych nie należało, więc tym bardziej liczył się tu hart ducha i ciała. W zimę, jak wody Jezioraka zamarzały oraz w czasie roztopów dostęp do Iławy jako takiej był mocno utrudniony. Ale i w takich warunkach rodzina Bartkowskich potrafiła sobie dobrze radzić.
- Ludzie mieszkający w mieście nie znają tak naprawdę poczucia i smaku prawdziwej wolności. A ta była tu, na wyspie. To była prawdziwa wolność. Gdy przeprowadziłem się do miasta to, szczerze mówiąc, załamałem się. Zobaczyłem jak żyją inni i bardzo mi się to nie spodobało. Od razu zatęskniłem za życiem na Wielkiej Żuławie
- przyznaje pan Józef.
„Bartek”, „Eluś” i inne jednostki
Bohater naszego artykułu, już w ubraniach roboczych, tuż przy sterówce "Bartka" (fot. Mateusz Partyga)
Józef Bartkowski od najmłodszych lat zbierał żeglarskie i marynarskie szlify. W końcu, po przejściu wszystkich etapów wtajemniczenia, zdobyciu kolejnych stopni, został kapitanem żeglugi śródlądowej i morskiej. O wyprawach po Adriatyku (wciąż aktualnych), po Morzu Północnym, po rzekach europejskich nawet nie wspominamy, tu na opisanie wszystkich historii potrzeba co najmniej jeszcze jednego reportażu. Zostańmy więc przy promie na Jezioraku.
- Promem pływam od 23 lat, bez przerwy. Z tego powodu nie miałem nigdy urlopu. A było kiedyś kogo i co wozić
- przyznaje wodniak.
Józef Bartkowski wspomina czasy, gdy na Wielkiej Żuławie było dużo więcej ośrodków niż obecnie. Tym samym – turystów także. Mało tego: zdarzało się, że na wyspie organizowano kino plenerowe. Prześcieradło i jazda!
- Generalnie, dziś ludzie są dużo bardziej wygodni niż kiedyś. A wówczas, gdy my tu mieszkaliśmy na stałe, to przyjeżdżało mnóstwo wycieczek pod namioty i to właśnie one organizowały to kino plenerowe. Ba! Wówczas każdy ośrodek miał swój prom służący do przewozu turystów, pojazdów itd. Dziś został tylko mój i kilka motorówek wożących ludzi do ośrodków. A tych też jest obecnie coraz mniej, moim zdaniem turystyka na Wielkiej Żuławie niestety powoli się kończy
- przyznaje pan Józef ze smutkiem w głosie.
Przez 23 lata przeprawiania pasażerów i nie tylko ich, Iławianin pracował na kilku promach. Zaczęło się od „Bartka” (od nazwiska), który obecnie znajduje się w rękach prywatnych, nie służy już zbiorowym przewozom, ale dalej przycumowany jest do brzegu Wielkiej Żuławy, a jego właściciel dba o wygląd i mechanikę jednostki.
- „Bartek” to prom zbudowany z kutra, do którego dołączona jest wojskowa barka. Silnikiem był 300-konny Leyland, oczywiście diesel. Natomiast ostatnio pływałem „Elusią”, która jest promem jako takim. Tu napędzają nas dwa silniki zaburtowe, po 30 koni każdy.
Tych jednostek w przeszłości było jednak więcej, tak jak więcej było promów w ogóle i turystów na wyspie. A trzeba tu podkreślić, że pierwszy ośrodek na Wielkiej Żuławie powstał już w 1964 roku!
- nasz bohater przybliża historię żeglugi promowej na Jezioraku.
"Bartek", jak widać, na formę nie może narzekać! (fot. Mateusz Partyga)
Przez lata pracy na wodzie pan Józef przeprawił wiele znanych osób, które wypoczywały na Wielkiej Żuławie. Ale nie tylko ludzie pływali jego promami. Chyba najbardziej zapamiętał rejs, podczas którego na pokładzie miał… ciężarówkę z krowami. Krasule, załadowane na pakę ciężarówki, płynęły na wyspę na popas.
- Dobra, wtedy przegiąłem – przyznaje z uśmiechem. - Chyba jednak ten cały zestaw pojazdów plus krowy na pokładzie ważył za dużo, bo zanurzenie promu było takie, jakiego nigdy wcześniej ani później nie doświadczyłem. Ale oczywiście wszyscy szczęśliwie dotarli na drugi brzeg, a następnie wrócili na ląd. Na czele z najważniejszymi, czyli krowami
- wspomina.
Jeden z niedziałających/niepływających już promów na Jezioraku (fot. Mateusz Partyga)
Próbujemy oddalić, jak się tylko da, czasy obecne i obecne problemy, wolimy gadać o przeszłości. Ale teraźniejszość i przyszłość jest nie do uniknięcia. Turystów, którzy kiedyś na iławską wyspę przyjeżdżali nie tylko z całej Polski, ale i z zagranicy, jest coraz mniej. A więc i sens kursowania promem zanika.
- Kiedyś pływałem o konkretnych godzinach, a pasażerów było naprawdę dużo. Obecnie jest ich garstka, zwłaszcza teraz, pod koniec wakacji. Następców nie widać, może z uwagi na brak odpowiednich uprawnień sterniczych, więc też nie ma komu pływać.
A ja nie chcę pływać promem do końca swojego życia. Już kilku moich kolegów z Jezioraka tak skończyło swój żywot – do ostatnich dni pływali i przeprawiali ludzi i pojazdy. Ja tak nie chcę, rezygnuję z tego póki mam czas i taką możliwość. Dziś wypływam z Tobą w jedną z ostatnich moich przepraw przez Jeziorak. W niedzielę będzie zapewne ostatnia
- mówi (prawie na koniec) pan Józef.
„Eluś” posłużyła nam tylko do tego, aby zrobić zdjęcia, nagrać krótki film i tyle. Zawinęliśmy z powrotem do mini-portu. W międzyczasie pytam, czy planowana budowa mostu z Iławy na Wielką Żuławę to dobry pomysł. Józef Bartkowski jest trochę sceptycznie nastawiony do tego projektu, ale ma świadomość, że coś musi się stać, aby wyspa znowu odżyła. Tak jak żyła przez wiele lat, choć pewnie niektórzy mieszkający w mieście Iławianie nawet nie mieli o tym pojęcia.
Tymczasem - życzę panu, panie Józefie, pomyślnych wiatrów w drodze na Wyspy Wielkanocne. Ahoj!
ciekawi iławianie
zico
kontakt@infoilawa.pl
.jpeg)









1Komentarze
Portal infoilawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
powodzenia Bartek